czwartek, 2 października 2014

#2

 Jak długo może trwać omawianie w kółko tego samego tematu? Nam zajęło to większość przerw aż do końca roku szkolnego. Ale jako że w momencie odwołania koncertu była prawie połowa czerwca, więc ostatecznie wcale nie było to tak długo.
 Każda z nas miała własne plany wakacyjne, więc wyglądało na to, że za  bardzo się w tym czasie nie spotkamy Ja co prawda wybierałam się tylko na działkę, ale za to Anita miała w planach wyjazd do Londynu. Natomiast wyjazd Sandary jak na razie nawet dla niej samej pozostawał wielką niewiadomą. Wiedziała tylko, że rodzice zamierzają ją gdzieś zabrać i że to ma być dla niej "wspaniała niespodzianka".
 W każdym razie jakoś tak się wszystko składało, że nasze plany wakacyjne się wzajemnie wykluczały. Kiedy jedna z nas była na miejscu, to pozostała dwójka jeździła gdzieś po świecie.
 Nie byłam jakoś szczególnie zachwycona perspektywą spędzenia połowy lipca i całego sierpnia na wsi, ale nie bardzo miałam alternatywę. Może i lubiłam tam jeździć, ale to nie zmieniało faktu, że przez większość czasu byłam tam odcięta od źródła mojej energii życiowej. Czyli po prostu od kejpopów.
 Dopóki miałam jeszcze przed sobą perspektywę październikowego koncertu MBLAQ przynajmniej miałam na co czekać i o czym rozmyślać, a tak...
 Kilka dni przed naszym wyjazdem na wieś, wróciwszy do domu zastałam mojego starszego brata z tatą. Oczywiście byli tak zagadani, że nawet mnie nie zauważyli. Akurat zamierzałam zniknąć cicho do mojego pokoju, kiedy (zupełnie niechcący, bo przecież ja NA OGÓŁ nie podsłuchuję) usłyszałam:
 - No a tym razem jadę gdzieś do żółtków. W drugi koniec Azji - to ewidentnie był głos mojego brata.
 - Azjaci nie są żółci! - wparowałam oburzona do pokoju. - A tak w ogóle to cześć wam - dodałam, żeby się jakoś po ludzku przywitać.
 - Cześć. Gdzie byłaś? - zainteresował się tata.
 - W bibliotece - ucięłam krótko. W sumie to częściowo była prawda. - Zdaje się, że mówiliście coś o Azji? - wróciłam do poprzedniego tematu.
 - No tak - odpowiedział mój brat. - Jadę znowu w delegację, ale tym razem nie do Chin. Chciałabyś jechać ze mną? Mogę zabrać jedną osobę towarzyszącą.
 - Serio pytasz? - dobra, powiedzmy że po prostu nie uwierzyłam, że to może być prawda. - To dlaczego nie zabierzesz żony?
 - Nie chce jechać. A ty? Chciałabyś?
 - A gdzie konkretnie jedziesz? - dopytywałam.
 - Do Korei - w tej chwili totalnie zaniemówiłam. - Południowej, bo jeszcze mi życie miłe - dodał, niby taki "żart" i oboje z tatą się roześmiali. - A jeszcze konkretniej to do stolicy, do Seulu.
 - Kiedy? Mam się od razu pakować?
 W ten sposób ustaliliśmy, że wyjeżdżamy we wtorek. Lot miał być z naszego łódzkiego Lublinka, ale za to przez Monachium, żeby nie było za pięknie. Poza tym wszystkie szczegóły typu nocowanie były zarezerwowane i co najważniejsze również opłacane przez firmę mojego brata.
 - Tylko jak mi przywieziesz stamtąd jakiegoś żółtka... - zagroził niby dowcipnie mój tata.
 - O to akurat się nie martw - uśmiechnęłam się do niego słodko. - Nie przywiozę "żółtka", ponieważ KOREAŃCZYCY NIE SĄ ŻÓŁCI!!!
 Tata zaniemówił na chwilę, ale nie zdążył zareagować, bo właśnie w tej chwili rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. To moja mama wróciła z pracy i dobrze się złożyła, bo mogła akurta na bierząco omówić z bratem szczegóły mojego wyjazdu. Tak jak przypuszczałam, nie była jakoś strasznie zachwycona, ale dobrze wiedziała, że ja i tak pojadę.
 Cóż, może to nawet nie była taka niekorzystna wymiana? No bo w końcu wyjazd do Korei zamiast koncertu MBLAQ w Polsce - czego chcieć więcej?


***********************************************************************************
Wybaczcie ewentualne błędy, ale właśnie dotarła do mnie informacja, że NU'EST BĘDZIE MIAŁO KONCERT W WARSZAWIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Więc aktualnie zachowuję się jak debilka i skaczę po całym domu :D
Aha i mogę Wam zdradzić tajemnicę, że nueści pojawią się tutaj dopiero w 5. rozdziale. Do tego czasu nie ma obowiązku czytania :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz