czwartek, 23 października 2014

#5

 Kiedy się rano obudziłam, mój brat był już poza hotelem, więc musiałam sama ogarnąć jakieś śniadanko. Szału raczej nie było, co najwyżej jakieś tam chrupkie pieczywo i serek topiony, wszystko przywiezione z Polski.
 Chwilowo jednak ważniejsze było to, że miałam zatrważająco mały wybór jeśli chodzi o to, w co się ubrać. Oczywiście mogłam ruszyć na podbój Koreły w samej spódniczce i staniku, ale jakoś... nie miałam na to specjalnej ochoty.
 Ostatecznie założyłam sukienkę, a do tego jedną z kilku par balerin, które ze sobą przywiozłam w tej "ocalałej" walizce. Dla dopełnienia efektu jeszcze lekki makijaż, rozpuszczone włosy, jakaś niewielka torebka i już mogłam wychodzić. Raczej letni strój, ale ostatecznie był przecież lipiec.
 Pojechałam oczywiście taksówką. Stwierdziłam, że na początku wolę raczej nie ryzykować zgubienia się w seulskim metrze, tym bardziej, że co do metra to miałam raczej skromne doświadczenia. I to tylko z warszawskiej Najkrótszej Linii Metra Na Świecie.
 Całe szczęście, że taksówkarz mówił po angielsku, bo inaczej chyba musiałabym rozmawiać z nim w języku migowym i to w dodatku w tym w polskiej wersji. Ale wystarczyło parę zdań, żeby ogarnął, że chcę dostać się do najbliższej galerii handlowej.
 Już jakiś 15, może 20 minut później byliśmy na miejscu. Zapłaciłam za taksówkę i pomaszerowałam w stronę głównego wejścia.
 Najwidoczniej koreańskie centra handlowe nie różniły się zbytnio od tych polskich, bo bez problemu odnalazłam sklepy, na których mi zależało.
 Kolejne dwie godziny spędziłam przymierzając i kupując sporo ubrań, których najbardziej mi brakowało. W pewnym momencie byłam nawet skłonna stwierdzić, że może nawet dobrze się stało, że tamta walizka nie dotarła do Seulu ze mną, bo mojej szafie chyba przyda się takie "odświeżenie".
 Mimo wszystko człowiek podczas takich dużych zakupów praktycznie zawsze w pewnym momencie robi się głodny. Ja z całą pewnością nie byłam wyjątkiem od tej reguły. Pewnie dlatego, obładowana torbami z ubraniami poszłam w kierunku tej części galerii, gdzie znajdowały się restauracje.
 Parę minut później stałam już w kolejce w jednej z ogólnoświatowych chyba kawiarni z zamiarem napicia się chociaż jakiejś kawy. Właśniej poprawiałam zsuwającą mi się z ramienia torebkę, kiedy zauważyłam brak mojej ulubionej bransoletki. Lubiłam ją, bo pasowała mi do wielu ubrań i nawet ładnie układała się na ręku. Rozejrzałam się dookoła z nadzieją, że zauważę ją gdzieś na podłodze, samotną i porzuconą. Nie zdążyłam jednak nawet zajrzeć pod najbliższy stolik (mądra ja), bo w moją stronę wyciągnęła się czyjaś ręka, trzymająca zgubę. Usłyszałam też parę słów po koreańsku, których oczywiście nie zrozumiałam.
 Widząc brak reakcji z mojej strony, istota odezwała się ponownie, tym razem po angielsku:
 - Tego szukasz?
 - Tak... Dziękuję - uśmiechnęłam się lekko, biorąc bransoletkę. Obejrzałam łańcuszek: nie był zerwany, więc po prostu się odpięła. Wyciągnęłam spowrotem rękę z bransoletką w stronę chłopaka. - Zapniesz?
 Pokiwał tylko głową i ze sporą wprawą uporał się z bransoletką.
 - Jesteś tą osobą, którą myślę, że jesteś? - spytałam nieco zawile po dłuższej chwili ciszy.
 - Nie wiem... - udał, że się zastanawia. - Może dla pewności się przedstawię. Jestem Kim JongHyun, ale chyba większość osób zna mnie raczej jako...
 - Junior Royal - przerwałam mu. - JR. Wiem. Jak mogłabym nie wiedzieć? A tak swoją drogą to raczej dziwne miejsce... - zaczerwieniłam się nieco. - To znaczy miałam na myśli, że to raczej ostatnie miejsce, w którym spodziewałabym się ciebie spotkać.
 - Umówiłem się tu z kimś - wyjaśnił szybko nagle nieco zakłopotany JR.
 - Jasne - kiwnęłam głową. - To może ja sobie pójdę...
 Nie zdążyła nawet dokończyć zdania, bo podbiegła do nas pewna istota, z radosnym okrzykiem "JONGHYUN!~". Biegła akurat z takiej strony, że JR jej nie widział, a kiedy była już tuż za jego plecam, zakryła mu oczy dłońmi z perfekcyjnie pomalowanymi na czarno paznokciami, mówiąc coś szybko po koreańsku.
 Początkowo myślałam, że to wyjątkowo śliczna Azjatka z pofarbowanymi na jasny blond włosami, ale po chwili doszłam do wniosku, że jednak nie. Kolejna osoba, którą bardzo dobrze znałam, chociaż ona o tym nie wiedziała.
 Ren.
 Zorientowałam się, że coś jest nie tak w momencie, kiedy między chłopakami zapadła martwa cisza. Renio akurat mierzył mnie spojrzeniem w stylu "czy ja wam może nie przeszkadzam?". JR powiedział coś do niego uspokajającym tonem, a on najwyraźniej mu uwierzył, bo jego spojrzenie przestało być wrogie i oskarżające. Powiem więcej - nawet lekko się uśmiechnął.
 - Choi MinKi - przedstawił się młodszy.
 Teraz uświadomiłam sobie, że ja nadal nie przedstawiłam się nawet JRowi. Wypadało to nadrobić. Udało mi się wypowiedzieć nawet w miarę składnie.
 - To może ja jednak nie będę przeszkadzać... - dodałam po chwili.
 - Nie przeszkadzasz! - zaprotestowali niemal idealnym chórem.
 - Może usiądziemy tu gdzieś razem i coś zjemy albo wypijemy? - zaproponował tym razem indywidualnie lider.
 - A z jakiej to okazji spotyka mnie taki zaszczyt? - droczyłam się jeszcze, chociaż właściwie byłam coraz bliższa wyrażenia zgody.
 - A z takiej, że się na nas nie rzuciłaś, jak by to pewnie zrobiła spora część fanek, szczególnie tych spoza Korei - wyjaśnił bardzo poważnie Renio.
 - Wszyscy kochają Rena - mruknęłam do siebie, tym razem po polsku.
 - Co mówisz? - zdziwił się Renik. Prawdopodobnie zaintrygowało go to, że usłyszał własne imię sceniczne.
 - Nic nic - odpowiedziałam szybko. - Tak się tylko zastanawiałam, czy się zgodzić czy nie.
 - No to już właśnie podjęłaś decyzję - poinformował mnie JongHyun. - Gdzie siadamy?
 - Proponuję tam - maknae wziął mnie pod rękę, drugą łapką złapał dłoń JRa i pociągnął nas w stronę nieco bardziej odosobnionego kąta.
 - Czyli właściwie nie daliście mi wyboru - odezwałam się nieco zrezygnowana.
 - No nie. Ale my jesteśmy okrutni, nie, MinKi? - zaśmiał się JongHyun.
 - Niczym koreańska mafia - zawtórował mu Ren. - To co pijemy? - zmienił nagle temat.
 Zrobiło się cicho. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
 - No decydujcie się! - poganiał nas JR. Oczywiście pewnie on sam nadal nie miał pojęcia, co chce. - Dzisiaj ja płacę - dodał, żeby nas zmotywować.
 Renio, który siedział niemal przytulony ramieniem do JRa, teraz gwałtownie od niego odskoczył.
 - Kim jesteś i co zrobiłeś z moim JongHyunem?! - wydarł się na całe restauracje. Sporo osób sie na nas dziwnie spojrzało.
 - Hę? - zdziwiłam się. No bo reakcja Rena była chyba jednak nieco... zastanawiająca.
 - Tak właściwie to my chyba zawsze się kłócimy, kto zapłaci - wyjaśnił JR. - I to niezależnie od tego, czy jesteśmy tylko we dwójkę, czy całym zespołem. Ale dzisiaj mam dobry humor, bo... będzie padał deszcz.
 Faktycznie, zachmurzyło się.
 - Aha... Powiedzmy, że to normalne... - przyjrzałam mu się uważnie.
 - Chciałabyś być chmurą? - wypalił nagle brunet.
 - Poważnie pytasz? - ten chłopak coraz bardziej mnie zaskakiwał.
 - Tak - odpowiedział, jakby to było jego codzienne zajęcie: pytanie nowo poznanych osób, czy chciałyby być chmurami. - To chciałabyś?
 - Hyung, nie męcz jej - zaoponował młodszy. - Nie każdy musi odpowiadać na twoje filozoficzne pytania.
 - No tak, ty też nie odpowiedziałeś - naburmuszył się JongHyun.
 - Chyba bym nie chciała - uśmiechnęłam się do niego. - Bo wtedy już zupełnie nie miałabym nad sobą kontroli. Znaczy, chmury nie lecą sobie przecież tam, gdzie chcą. To niezależne od nich, prawda?
 - Powiedzmy, że część dziwnych pytań mamy już za sobą - wtrącił się Ren. - Ja na przykład mam teraz ochotę na jakąś kawę z karmelem i bitą śmietaną - aż mu się zaświeciły oczy.
 - Skoro nalegacie, to ja w sumie też - zgodziłam się.
 - To w takim razie będą trzy kawy z karmelem i bitą śmietaną - podsumował JR.
 Kilkanaście minut później każde z nas piło już swój napój. Przyznam, że całkiem nieźle nam się gadało, biorąc pod uwagę, że na ogół miałam problemy z prowadzeniem konwersacji z nowo poznanymi osobami. Choć z drugiej strony tak bardzo "nowi" to oni znowu nie byli.
 Kiedy kubki po kawie stały już puste, a nawet już zupełnie zimne, bez śladu wspomnienia po zawartości, Ren zainteresował się moimi planami na popołudnie. Wyjawiłam im straszliwą tajemnicę, że właściwie to nigdzie mi się nie spieszy.
 - W takim razie może pojechałabyś z nami - zaproponował JongHyun. - Poznasz resztę... - kusił.
 Cóż, nie wypadało się nie zgodzić, prawda?



***********************************************************************************
Dłuższe wyszło tym razem, ale...
Żadnych komentarzy ostatnio nie było, nic... Naprawdę nikt tego nie czyta? To po co ja tak właściwie to piszę???
Choć może teraz kiedy pojawili się Nu'eści uda mi się trochę ożywić akcję. I przy okazji zmotywować Was do komentowania. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz